Kto nie kupi Wisły Kraków

Od kilku dni kibice Wisły proszą mnie, żebym, tak jak sprawdziłem i zdemaskowałem rok temu Jakuba Meresińskiego, sprawdził Stechert Gruppe i jej szefa Jörga Lösera, czyli niemieckich inwestorów zainteresowanych kupnem Wisły Kraków.

Nie mam czasu na poważne śledztwo ale kilka telefonów pozwoliło mi ustalić, że na razie do żadnej zmiany właściciela w Wiśle nie dojdzie.

Oddajmy głos człowiekowi, który współpracuje z firmą Stechert, nazwijmy go Helmut: “Firmę do ubiegłego roku prowadził Erwin Stechert, szło jako tako więc szukał inwestora. Jörg Löser przejął firmę na początku roku. Firma ma dwa zakłady: w Wilhermsdorf oraz w Gößnitz (zarejestrowany jako osobna firma Goessnitzer o kapitale 28 050 euro – przypisek Szj).

Problemy zaczęły się wiosną. Dostawcy przestali otrzymywać zapłatę za swoje towary więc dostawy się zakończyły. A w związku z tym produkcja była powoli wygaszana. W niemieckim sądzie są już pozwy wierzycieli przeciwko Stechertowi.  Teraz trwa już tylko pozorna produkcja, z tych materiałów, które jeszcze pozostały. Większość doświadczonych pracowników się zwolniła, część jest na urlopach. Ci którzy zostali, niedawno dostali wypłaty za maj. Zaległości wobec dostawców rosną, firma zalega też ze składkami na ubezpieczenie społeczne. Wszystkich długów może być nawet kilka milionów euro. Pracownicy o planach zakupu Wisły Kraków dowiedzieli się z internetu. To było dla nich tym ciekawsze, że Jörg przyjeżdżał do nich kilka razy i obiecywał zagranicznego inwestora oraz pieniądze na inwestycje. Zresztą trudno mi uwierzyć, że Stechert jest w stanie kupić spory klub piłkarski, przecież to nie jest duża firma”.

Tyle Helmut. Stechert rzeczywiście do gigantów nie należy. Kapitał zakładowy to 250 tys. euro, a z bilansu dostępnego w niemieckim rejestrze można wyczytać, że w 2014 r. budynki i maszyny należące do Stecherta były warte 1.5 mln euro, a urządzenia i maszyny należące do firmy wyceniono na 3 mln euro. Z bilansu wynika również, że w 2014 spółka miała 500 tys. euro strat. W jaki sposób Stechert miałby znaleźć środki na zakup Wisły za 40 milionów i 80 milionów na zainwestowanie w klub? To jest bardzo dobre pytanie.

Chciałem poprosić firmę o odpowiedź. Niestety, kilka dni temu udało mi się porozmawiać jedynie z CEO Stecherta Ralfem-Wernerem Münsterem, który poprosił o maila i stwierdził, że w czwartek firma do wszystkiego się odniesie. Niestety, na maila nie dostałem odpowiedzi a w firmie nikt już nie odbiera telefonów.

W sieci pojawia się też informacja o związku Jörga Lösera z praniem brudnych pieniędzy, za które został skazany pewnie Mołdawianin. W tej sprawie wiadomo, że przez firmy potencjalnego właściciela Wisły przepłynęło 100 milionów brudnych dolarów, ale samemu Löserowi nie postawiono żadnych zarzutów. No cóż, jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda mechanizm prania brudnych pieniędzy, z wykorzystaniem obywateli Mołdawii i europejskich firm polecam wam ten odcinek Superwizjera.

Meresiński: Nie chcę już rozmawiać o Wiśle Kraków

Jakub Meresiński sprzedał Wisłę i wybiera się na wakacje. fot. Instagram Jakuba Meresińskiego

Kilka minut po 17 zadzwonił Jakub Meresiński, z prośbą żeby dać mu spokój. Może przeczytał tę notkę? 

„Witam, Jakub Meresiński. Już nie jestem właścicielem Wisły Kraków, proszę zostawić moją osobę w spokoju, nie mam juz żadnych praw do tego klubu, wszystko już nie należy do mnie. Za sekundę spółka Projekt-gmina.pl tez już nie będzie należeć do mnie. Od dnia dzisiejszego jestem osobą fizyczną a nie osobą publiczną”.

Chciałem zapytać, jaką mam pewność, że to co mówi jest prawdą? W końcu mieliśmy z tym ostatnio różne doświadczenia. 

„Umowa sprzedaży jest gotowa, mój pełnomocnik prawny podpisze ją w ciągu godziny, to jeden z krakowskich adwokatów wyznaczony przeze mnie. Umowa dżentelmeńska już została zawarta. Kwota umowy jest tajna. Nie mogę się wypowiadać na ten temat”.

Po co mu w ogóle była ta historia z Wisłą?
„Nie sądziłem, że się zadzieją takie rzeczy, to raz. Miałem fajny pomysł na to i fajnych ludzi którzy mieli to wesprzeć i ratować.  A trzy to gdyby nie ja, to nie wiadomo gdzie by ta Wisła teraz była. A już różne rzeczy można było domniemywać

Jak Meresiński mógł nie wiedzieć co się wydarzy? Przecież zna pan swoją przeszłość? Od kilku dni wciąż dzwonią do mnie ludzie oszukani przez niego… 

„Niech dzwonią. To są rzeczy, które były, minęły, można zrobić rachunek sumienia i iść dalej”.

A jaki właściwie był jego pomysł na Wisłę?

„Pomysł był fajny. Ale teraz chcę odpocząć, jadę na zasłużony urlop, który musiałem przełożyć przez to zamieszanie. To była była ostatnia przygoda z czymś takim.Nie chcę już rozmawiać o Wiśle Kraków”

Kim jest przestępczy szef właściciela Wisły? To bandyta z barwną przeszłością

 

Jakub Meresiński według prokuratury w Częstochowie należy do grupy przestępczej wyłudzającej podatek VAT. Poznajcie szefa tej grupy. A przy okazji poczytajcie o kolejnych ściemach właściciela Wisły Kraków.

Dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że Jakub Meresiński miał wyłudzić kilka milionów złotych. Ale według śledczych, to nie on jest szefem grupy, która łącznie okradła Skarb Państwa na prawie 70 milionów. Jak informuje prokuratura głową tego przedsięwzięcia jest Sebastian M.

Szef grupy przestępczej, do której ma należeć Jakub Meresiński zasłynął spacerami z dziką pumą

Szef grupy przestępczej, do której ma należeć Jakub Meresiński zasłynął spacerami z dziką pumą.

To bardzo ciekawa postać. Tak jak Meresiński związany jest z Częstochową. W 2000 r. przejął od ojca firmę Dospel (pamiętają ją dobrze kibice GKS Katowice, bo firma kiedyś sypnęła kasą na klub ale w zamian zażądała zmiany nazwy), sponsorował też żużlowców Włókniarza Częstochowa. Angażował się w działalność charytatywną jak i politykę (sponsorował kampanię prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka z SLD). Zasłynął tym, że po ulicach Częstochowy chodził z dziką pumą na smyczy.

M. działał podobnie do Meresińskiego: dużo obiecuje (w Częstochowie miał budować osiedle dla seniorów, w Niwkach chciał stworzyć ogród zoologiczny), ale jego obietnice szybko okazują się bujdą z której nic nie wynika. Budowa zoo w Niwkach skończyła się wyprzedażą dzikich zwierząt na Allegro…

Problemy Sebastiana M. zaczynają się w kwietniu 2014. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Prokuratura Okręgowego i Urząd Kontroli Skarbowej z Gdańska wszczynają śledztwo, w którym dziś zarzuty ma Meresiński. Oszustwo miało się kręcić wokół Dospelu i powiązanych z nim kapitałowo firm, które zawierały fikcyjne transakcje by odliczać VAT, a ich siedziby umiejscowione są zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Unii Europejskiej.

Część z firm mieściła się w Anglii. I tu dochodzimy do prawdziwych kłopotów Sebastiana M. Tak opisywał to portal londynek.net: “Pochodzący z Częstochowy 40-letni Sebastian Myśliwiec prowadził w Polsce firmę produkującą urządzenia wentylacyjne. W kwietniu 2014 roku udał się do biura księgowego na Edmonton, które zajmowało się obsługą jego firmy zarejestrowanej w Anglii. Biznesmenowi towarzyszyło dwóch uzbrojonych mężczyzn. Myśliwiec zażądał od księgowego, aby wystawił jego firmie fałszywe rachunki, umożliwiając tym samym wyłudzenie podatku VAT. Gdy księgowy odmówił, zarówno jemu, jak i drugiemu pracownikowi biura grożono bronią, a następnie okradziono. Jak informuje policja, zabrano 10 tys. funtów w gotówce, kilka iPhone’ów, iPad, kluczyki do samochodu i polski dowód osobisty”.

Gangsterskie metody zakończyły się wyrokiem 6 lat i 3 miesięcy więzienia dla Sebastiana M. Skazano też jego współpracowniczkę. Z tego co udało mi się dowiedzieć, M. odbywa karę w Anglii. 

Trzeba przyznać, że ciekawych partnerów biznesowych wybrał sobie właściciel Wisły. Meresiński nazywa to błędami młodości. Ale niestety nadal je popełnia. Swoim zachowaniem, przypomina mi Marcina Plichtę, szefa Amber Gold. Gdy tropiłem go kilka lat temu, zachowywał się bardzo podobnie. Zgrywał pewnego siebie, co chwilę wrzucał nowe, sprzeczne informacje, ignorował fakty, albo zwyczajnie kłamał.

To samo robi Meresiński. Gdy wczoraj napisałem, że udziały w jego firmie są zajęte przez Urząd Skarbowy napisał na Twitterze, że sprawa jest nieaktualna. I odesłał do KRS Online.

 

Jasne. Poniżej wrzucam ostatni wpis z akt spółki Meresińskiego. Dalej w aktach już tylko papierowa okładka. W zarządzeniu referendarza sądowego Przemysława Szczepańskiego jest stoi czarno na białym: wniosek o uchylenia zawieszenia zwrócony. 

Komu wierzycie? Sądowi gospodarczemu w Warszawie czy tweetom Jakuba Meresińskiego? Wybór należy do Was.

Komu wierzycie? Sądowi gospodarczemu w Warszawie czy tweetom Jakuba Meresińskiego? Wybór należy do Was.

UPDATE: Po ukazaniu się wpisu Jakub Meresiński zamieścił tweet ze zdjęciem pisma informującego, że zajęcie udziałów zostało uchylone. Ze względu na wymóg rzetelności i staranności dziennikarskiej zamieszczam tu ten wpis:

 Weźmy na warsztat kolejne stwierdzenia Meresińskiego. Mówi, że prowadzi biznes z siostrą. Z dokumentów sądowych wynika, że jedyną osobą z którą Meresiński obecnie prowadzi biznes jest Katarzyna Ptak (kobieta nie ma żadnych związków z Antonim Ptakiem. Nazwisko przyjęła po mężu). On jest prezesem, ona wiceprezesem spółki Projekt-Gmina.pl. Nie jest to imponujące przedsięwzięcie. Z dokumentów wynika, że firma nie ma żadnego majątku, wynajmuje biuro o powierzchni 85 metrów z garażem w Warszawie a Meresiński jako prezes łamie prawo, nie składając rocznych raportów spółki. Ciekawe czy wiedzą o tym gminy, które reklamują się na stronie internetowej spółki?

Znalazłem jeszcze jeden ślad po działalności Meresińskiego z siostrą (?) Katarzyną Ptak. To firma Spot Media, założona przez panią Ptak z mężem Antonim. W jej aktach jest umowa najmu wirtualnego biura przy ul. Wiślanej w Warszawie, a na umowie Meresiński figuruje jako osoba upoważniona do odbioru korespondencji.

Jakub Meresiński był upoważniony do odbioru poczty w firmie siostry (?). Ale spółka już się stamtąd wyniosła.

Jakub Meresiński był upoważniony do odbioru poczty w firmie siostry (?). Ale spółka już się stamtąd wyniosła.

Niestety, w maju umowa została wypowiedziana i po firmie Spot Media nie ma już tam śladu.

Sprawdźmy kolejny biznes właściciela Wisły. W wywiadzie ze Sportowymi Faktami mówi: “Zajmuję się też ubezpieczeniami. W swojej ofercie mamy ok. 24 firm. Prowadzę ten biznes wspólnie z siostrą”.

Katarzyna Ptak rzeczywiście prowadzi w rodzinnych Rędzinach firmę “Multi Ubezpieczenia Kompleks”. Z dokumentów wynika, że to działalność polegająca na pośrednictwie ubezpieczeniowym, zarejestrowana w ewidencji przedsiębiorców na panią Ptak. Ani śladu po Meresińskim. No chyba, że pan Jakub pracuje po prostu u siostry. Chciałem ją o to zapytać, czekam aż oddzwoni po zostawieniu prośby o kontakt.

Strona działalności ubezpieczeniowej wspólniczki Meresińskiego

Strona działalności ubezpieczeniowej wspólniczki Meresińskiego

Weryfikujemy kolejne stwierdzenie Meresińskiego. “Właścicielem Wisły jest moja firma „projekt-gmina.pl”. Zarówno ją, jak i Wisłę Kraków, formalnie reprezentuje mój przyjaciel”. Nie wiem co ma na myśli pan Jakub, ale śladów po innych przyjaciołach Meresińskiego w KRS brak.

DSC_0356

Właściwie każde słowo Meresińskiego warto sprawdzać, czy przypadkiem kolejny raz nie minął się z prawdą. Weźmy choćby jego książkę. Pan Jakub chwali się, że “fajnie wyszło, zebrał dobre recenzje, sprzedaż również była zadowalająca”. Ale nie dodaje, że wydał książkę w firmie rozpisani.pl, zajmującej się self-publishingiem. “Cokolwiek piszesz – sztukę, powieść, opowiadanie, wiersze czy pamiętniki – pomożemy Ci to wydać i wprowadzić do sprzedaży”. A to już nie brzmi tak prestiżowo, prawda? 

Popytałem też o Fabio Esposito, który miałby zostać wiceprezesem Wisły. Znają się z Meresińskim z Częstochowy. I chociaż w dokumentach tego nie widać, to pan Esposito może reprezentować poważnych inwestorów z Italii. Ale o tym nie chcę się rozpisywać, bo historia Roberto Saviano skutecznie mnie do tego zniechęca…

Moralność użytkowa

Zrzut ekranu 2014-11-10 o 14.05.05

Pan Paweł lubi sobie pożartować. Na przykład z gwałtów.

Nic mnie tak nie zapienia w naszych mediach jak hipokryzja. Gdy po ubiegłotygodniowym ujawnieniu przez tabloidy nagrań z pijanym posłem Wiplerem, szarpiącym się z policją, zobaczyłem wzmożenie moralne szefa portalu Weszlo.com Krzysztofa Stanowskiego, zapienienie sięgnęło zenitu.

Facet do tej pory robił ceniony przeze mnie serwis piłkarski, zmienił oblicze mediów sportowych, bo jako pierwszy odważył się pisać to co myśli, nie idąc na układy i kompromisy (tak mi się przynajmniej kiedyś wydawało).

Ale kiedy zamiast piłką zaczął się krzewieniem moralności i etyki, skoczyło mi ciśnienie. Jako chwyt retoryczny do obrony Wiplera (żeby było jasne – wg mnie poseł dostał, na co zasłużył, inna sprawa to brak profesjonalizmu u zatrzymujących go policjantów) Stanowski użył sprawy Polańskiego. Już tytuł dał dobry: „Wsparcie dla gwałciciela, pogarda dla pobitego„. Chwytliwe, nie ma co. W tekście Stanowski udowadnia m.in., że gdyby to Monika Olejnik dostała pałą od policji, to pracę straciłby komendant policji (ale najpierw musiałaby po pijaku czołgać się po ulicach), a ogólnie Polska to dziki kraj. Może. Ma Stanowski prawo do takich poglądów. Ale szkoda, że nie jest konsekwentny.

Bo w czwartek Stanowski pisze, że „państwo polskie chroni dziada ściganego za zgwałcenie w dupę 13-latki” i „dziecięcy gwałciciel spotyka się też z wielką wyrozumiałością ze strony głównych mediów oraz tzw. autorytetów moralnych”.

dziad

W czwartek Stanowski piętnuje gwałcicieli.

tyson

W poniedziałek kolega Stanowskiego robi sobie na jego stronie z gwałtu żarty.

A w poniedziałek na swojej stronie publikuje felieton swojego kolegi, Pawła Zarzecznego, który o skazanym na trzy lata za zgwałcenie 18-letniej Desiree Washington pisze tak: „za gwałt na miss America – niewinny, zrobiła fajkę i oskarżyła”.

Za treści umieszczone na stronie odpowiada jej redaktor naczelny lub właściciel a w przypadku Weszlo osobą odpowiedzialną za treści nadal jest Krzysztof Stanowski. Czy coś się zmieniło w jego podejściu do gwałtu przez weekend? Czy sam siebie przez trzy dni zdążył zaliczyć do „głównych mediów wyrozumiałych dla gwałcicieli”? Albo do grupy „autorytetów moralnych”?

A może po prostu w całym tym wzmożeniu moralnym chodzi tylko o kliknięcia przekładające się na kasę, a czy tematem jest gwałt, czy faul, to sprawa drugorzędna?

PS. Nie, nie jestem obrońcą Jarosława Kuźniara, co zarzuca często adwersarzom Krzysztof Stanowski. Pan Kuźniar zablokował mnie na twitterze, za wytykanie mu różnych potknięć, więc ten argument się nie utrzyma 😉

Nikt ci tyle nie da, co polityk obieca

Tytuł wpisu jest parafrazą powiedzenia krążącego w środowisku piłkarskim, gdzie wielu prezesów i menadżerów mami nierozgarniętych piłkarzy wizją nierealnych zarobków, a ci na te obietnice dają się nabierać. Ale do polityków też pasuje.

Czytam na stronie Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, że zapowiadają kolejny w przełom w e-administracji. Łatwiejszy dostęp do urzędów, załatwianie spraw bez wychodzenia z domu, itp, itd.

Zrzut ekranu 2014-08-27 o 14.14.22

I tak sobie myślę, że gdzieś już to czytałem. Trzy kliknięcia w archiwum Gazety Wyborczej i bingo!

Zrzut ekranu 2014-08-27 o 11.31.16

W 2009 roku, czyli dokładnie pięć lat temu urzędnicy obiecywali to samo! „Koniec z bieganiem z papierkami między biurkami, podpis elektroniczny w dowodzie. Rząd zapowiada rewolucję cyfrową w administracji!” – pisał Przemysław Poznański.

Rewolucja ciągle pozostaje w zapowiedziach, na stronach wielu urzędów trudno znaleźć aktualną zakładkę Biuletynu Informacji Publicznej, a co dopiero mówić o bardziej zaawansowanych kwestiach.

I właściwie to mnie nawet nie dziwi. Dziwi mnie tylko trochę lenistwo urzędników z ministerstwa.  Że im się przez pięć lat nie chciało niczego nowego wymyślić. Do zobaczenia za pięć lat, znowu posłuchamy o rewolucji w administracji.

Nepotyzm zalegalizowany

W poniedziałek do rządu wraca Marek Sawicki. Znowu będzie ministrem rolnictwa. A tym samym premier Donald Tusk wyjaśni na przykładzie Sawickiego co znaczy powiedzenie „robić z gęby cholewę”. Zamiast zbędnych dywagacji – zwięzłe kalendarium:

16.07.2012 – Puls Biznesu i Gazeta Wyborcza opisują nepotyzm w agencjach i spółkach podległych ministrowi rolnictwa.

18.07.2012 Sawicki podaje się do dymisji.

19.07.2012 w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zaczyna się kontrola prowadzona przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. Trwa 30.11.2012.

26.07.2013 Michał Deskur, wówczas zastępca szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, wysyła do ARiMR wystąpienie pokontrolne. Druzgocące dla Agencji i nadzorującego ją ministra Sawickiego. Oto kilka wyimków:

– 28 procent członków kierownictwa Agencji ma w firmie członka rodziny lub osobę bliską.

– „Potwierdziła się wysoka skala zatrudnienia w Agencji członków rodzin. Ponadto ujawniono przypadki nepotyzmu i kumoterstwa.”

– „Za niecelowe należy uznać sfinansowanie ze środków Agencji w magazynie „Gala” w sierpniu 2011 r. wywiadu z panem Markiem Sawickim, w okresie poprzedzającym wybory. (…) Z ministrem przeprowadzono sponsorowany wywiad pt. „Pamiętam o korzeniach” w specjalnym wydaniu dwutygodnika „Gala” z okazji sprawowania przez Polskę przewodnictwa w Radzie UE. Koszt publikacji wyniósł 25 tys. zł. Artykuł sfinansowano ze środków dotacji podmiotowej przeznaczonej na dofinansowanie bieżącej działalności Agencji w 2011 r. w zakresie działalności informacyjno-promocyjnej. (…) Wydanie publikacji odbyło się w okresie poprzedzającym wybory do Sejmu i Senatu”.

– „Sfinansowanie (blisko 1.8 mln zł) spotów telewizyjnych, wykorzystujących wizerunek Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Prezesa ARiMR było niecelowe i naraziło na zarzit nadużywania zajmowanych stanowisk publicznych w celach autopromocji w 2011 r. w okresie kampanii wyborczej do Sejmu i w 2012 r. w czasie Euro 2012 (w listopadzie 2012 r. miał miejsce kongres Polskiego Stronnictwa Ludowego).

13.03.2014 do dymisji podaje się następca Sawickiego, Stanisław Kalemba.

17.03.2014 Sawicki znów zostaje ministrem.

Jeszcze w lipcu 2012 Gazeta Wyborcza pisała, że na dymisję Sawickiego nalegał premier, oburzony nepotyzmem w resorcie rolnictwa. Pytanie za sto punktów – co się stało między lipcem 2012 a marcem 2014, że premier przestał się oburzać nepotyzmem tolerowanym lub wręcz wprowadzonym przez Sawickiego?

Czego nie mówi agent Tomek i jego Kasia

Poseł Tomasz Kaczmarek i Cezary Gmyz zgotowali coś razem już nie pierwszy raz 🙂

Problemy posła Tomasza Kaczmarka zaczęły się w piątek na Rondzie Zesłańców Syberyjskich w Warszawie. Ale wygląda, że jeszcze więcej biedy napyta sobie za sprawą publikacji, która miała ratować mu skórę. Zupełnie przypadkiem fotoreporter tygodnika Do Rzeczy zrobił kilka zdjęć agentowi i jego partnerce, a dziennikarz Cezary Gmyz ustalił (bo dziennikarze w Polsce, a szczególnie prawicowi, nie informują, oni „ujawniają”, „docierają do informacji”, od biedy „ustalają” – te słowa koją nasze rozbuchane, dziennikarskie ego), że porsche rozbite przez Tomasza Kaczmarka należy do Katarzyny Sztylc, obecnej wybranki serca ex-agenta.

Redaktor Gmyz ustalił, że rozbite auto kosztowało 289 tys. a z jego dalszych ustaleń wynika, że pani Sztylc miała zarobić na porsche pracując w firmie Plaza sp. z o.o. Cytuję ustalenia: „34-letnia olsztynianka zasiada w zarządzie firmy Plaza sp. z o.o., w której ma połowę udziałów. Firma zajmuje się między innymi marketingiem i nie korzystała z publicznych pieniędzy”.

I wszystko byłoby super, tylko jest jedna głupia sprawa. Bo jak ustalił Szymon Jadczak na blogu „Pisane na ostro” (teraz dopiero czuję, jaką przyjemność daje napisanie takiego zdania, jest moc!) pani Kasia Sztylc w firmie Plaza zarabia pieniądze od 18.09.2013. Wcześniej za bardzo nie mogła bo firma dopiero w połowie września została zarejestrowana. Tak wynika z danych w KRS:

Screenshot_2013_11_27_21_36_39

Więc albo partnerka agenta Tomka jest geniuszem biznesu i zarobiła w niespełna dwa miesiące 289 tys. na porsche i jeszcze jakieś drobne  na życie, albo redaktor Cezary Gmyz musi coś jeszcze poustalać.

Oczywiście jest też szansa, że pani Sztylc dorobiła się na dobroczynności, bo jak ustalił Gmyz  „jest znana z działalności w stowarzyszeniu Europejskie Centrum Wsparcia Społecznego Helper”. No ale takich tłumaczeń to nikt o IQ powyżej 30 nie kupi.

Według KRS pani Sztylc mogła jeszcze zarobić w kancelarii EXEO, gdzie była wspólnikiem w latach 2008 – 2010, ale 20 stycznia 2010 pożegnała się z tą kancelarią. Wniosek? Albo pan Gmyz czegoś niedoustalił, albo agent Tomek czegoś nie doprecyzował, albo pani Sztylc musi nam jeszcze o czymś powiedzieć. 

Ale kto by się przejmował takimi drobiazgami. Zobaczcie jak oni razem ładnie wyglądają!