Kto nie kupi Wisły Kraków

Od kilku dni kibice Wisły proszą mnie, żebym, tak jak sprawdziłem i zdemaskowałem rok temu Jakuba Meresińskiego, sprawdził Stechert Gruppe i jej szefa Jörga Lösera, czyli niemieckich inwestorów zainteresowanych kupnem Wisły Kraków.

Nie mam czasu na poważne śledztwo ale kilka telefonów pozwoliło mi ustalić, że na razie do żadnej zmiany właściciela w Wiśle nie dojdzie.

Oddajmy głos człowiekowi, który współpracuje z firmą Stechert, nazwijmy go Helmut: “Firmę do ubiegłego roku prowadził Erwin Stechert, szło jako tako więc szukał inwestora. Jörg Löser przejął firmę na początku roku. Firma ma dwa zakłady: w Wilhermsdorf oraz w Gößnitz (zarejestrowany jako osobna firma Goessnitzer o kapitale 28 050 euro – przypisek Szj).

Problemy zaczęły się wiosną. Dostawcy przestali otrzymywać zapłatę za swoje towary więc dostawy się zakończyły. A w związku z tym produkcja była powoli wygaszana. W niemieckim sądzie są już pozwy wierzycieli przeciwko Stechertowi.  Teraz trwa już tylko pozorna produkcja, z tych materiałów, które jeszcze pozostały. Większość doświadczonych pracowników się zwolniła, część jest na urlopach. Ci którzy zostali, niedawno dostali wypłaty za maj. Zaległości wobec dostawców rosną, firma zalega też ze składkami na ubezpieczenie społeczne. Wszystkich długów może być nawet kilka milionów euro. Pracownicy o planach zakupu Wisły Kraków dowiedzieli się z internetu. To było dla nich tym ciekawsze, że Jörg przyjeżdżał do nich kilka razy i obiecywał zagranicznego inwestora oraz pieniądze na inwestycje. Zresztą trudno mi uwierzyć, że Stechert jest w stanie kupić spory klub piłkarski, przecież to nie jest duża firma”.

Tyle Helmut. Stechert rzeczywiście do gigantów nie należy. Kapitał zakładowy to 250 tys. euro, a z bilansu dostępnego w niemieckim rejestrze można wyczytać, że w 2014 r. budynki i maszyny należące do Stecherta były warte 1.5 mln euro, a urządzenia i maszyny należące do firmy wyceniono na 3 mln euro. Z bilansu wynika również, że w 2014 spółka miała 500 tys. euro strat. W jaki sposób Stechert miałby znaleźć środki na zakup Wisły za 40 milionów i 80 milionów na zainwestowanie w klub? To jest bardzo dobre pytanie.

Chciałem poprosić firmę o odpowiedź. Niestety, kilka dni temu udało mi się porozmawiać jedynie z CEO Stecherta Ralfem-Wernerem Münsterem, który poprosił o maila i stwierdził, że w czwartek firma do wszystkiego się odniesie. Niestety, na maila nie dostałem odpowiedzi a w firmie nikt już nie odbiera telefonów.

W sieci pojawia się też informacja o związku Jörga Lösera z praniem brudnych pieniędzy, za które został skazany pewnie Mołdawianin. W tej sprawie wiadomo, że przez firmy potencjalnego właściciela Wisły przepłynęło 100 milionów brudnych dolarów, ale samemu Löserowi nie postawiono żadnych zarzutów. No cóż, jeśli chcecie zobaczyć, jak wygląda mechanizm prania brudnych pieniędzy, z wykorzystaniem obywateli Mołdawii i europejskich firm polecam wam ten odcinek Superwizjera.

Reklamy

Pohoda 2017

Pohoda o 7 rano. Jedyna pora, gdy jest tu pusto.

Patrzyłem przed wyjazdem na line up festiwalu w słowackim Trenczynie i myślałem, że Pohoda jest w kryzysie, że nie wie w którym kierunku iść. Trochę starych kapel do nostalgicznego powspominania, trochę nieodkrytych talentów, które może wystrzelą a może jednak słusznie pozostaną nieodkryte. Tu gitarka, tam elektronika, ale dużo dziur w programie, których nie ma czym wypełnić.

O jak bardzo się myliłem z tym kryzysem! Bo największą gwiazdą Pohody jest białe wino pite z butelki, gapienie się na Słowaczki (czy to będzie seksistowskie, jeśli napiszemy, że nie ma brzydkich Słowaczek?), wycieczka nad rzekę, gapienie się w niebo z tysiącem uśmiechniętych ludzi obok albo przybicie piątki po wygranym meczu z mistrzem Trenczyna w piłkarzykach stołowych. Emocje, obcowanie z uśmiechniętymi ludźmi, szczęście. A w takim stanie nawet trzech zamaskowanych Niemców grających na fagotach może być gwiazdą.

Ale nie spędziliśmy tych trzech dni na upijaniu się winem. Nie tylko. Też co nieco posłuchaliśmy. Np. Slowdive. “Dobrze się bawicie?” – padło sakramentalne pytanie ze sceny. Tak, droga Rachel Goswell, bawimy się genialnie, bo ty wciąż potrafisz wywołać ciary swoją “Allison”.

Fajne jest to, że Pohoda może cię zawsze zaskoczyć. Przechodzisz koło sceny, gdzie według rozpiski gra jakiś noname z Belgii. Black Box Revelation. A tu okazuje się, że Black Rebel Motorcycle Club Belgowie ukradli nie tylko kawałek nazwy ale i sporo umiejętności oraz klimatu. Cóż że z Brukseli.

Na Pohodzie można się też na przykład dowiedzieć, że Słowacy nie kochają niezależnego rocka, o czym mogły świadczyć pustki na koncercie Thurstona Moore’a. Ale to był genialny koncert, a ja w głowie ciągle sobie powtarzałem, że muszę podziękować koleżance z podstawówki Marcie H., która dała mi do posłuchania “Experimental Jet Set, Trash and No Star”, legendarnej kapeli Thurstona. Potem już nic nie było taka sama. Dzięki Marta! Wstydźcie się Słowacy, nie wiecie co dobre.

Jest coś w tym, że najlepiej udają się festiwale, które organizują muzycy. W Polsce najlepszy klimat ma katowicki OFF, dziecko Artura Rojka. Pohoda to pomysł  Michala Kaščáka. 20 lat temu skrzyknął kolegów z kilku innych zespołów i zagrali na stadionie w Trenczynie. Była to kompletna organizacyjna porażka, z wylatującymi korkami i ochroniarzami, którzy wpuścili na lewo kilka tysięcy widzów. Ale był to też początek czegoś pięknego.

Dziś, w rocznicę tamtej Pohody, Kaščák pozwolił sobie na małą fanaberię i na jednej ze scen debiutancki skład z 1997 zagrał jeszcze raz. Urocze. Ale nie każcie nam recenzować słowackich kapel. Jak Kult nie chwyci na Słowacji, tak Słowacy nie chwycą nad Wisłą.

A wiecie co ma najmniej sensu na festiwalach muzycznych? Konferencje prasowe z muzykami. W małym kontenerze, przy 30 stopniach wszyscy mówią to samo: “kochamy to miejsce, kochamy Słowację, nigdy wcześniej o niej nie słyszeliśmy ale i tak kochamy. Wydaliśmy nową płytę, słuchajcie jej, bo jest świetna”. I tak za każdym razem. Bla bla bla. Chociaż nie, pójście na konferencję Alt-J miało sens – dowiedziałem się, że jakaś koleżanka po fachu wytatuowała sobie na ręce nazwę tego zespołu! Tatuaż Alt-J! Kapeli, o której za 10 lat będą pamiętali tylko jej członkowie i ich najbliższe rodziny! Serio?

Osiem razy byłem na tej słowackiej wersji Openera. Żaden polski festiwal nie ma takiego klimatu, nigdzie nie bawiłem się tak dobrze. Ale do ośmiu razy sztuka. Za to każdemu, kto szuka pomysłu na dobre spędzenie kawałka wakacji, polecam Pohodę z całego serca.